czwartek, 23 lipca 2015

RECENZJA: Maiden United - "Remembrance" (2015)


Przyznam się od razu bez bicia, że o cover bandzie Maiden United wcześniej jakoś nie dane było mi usłyszeć. W sumie to dziwne – jako zagorzały fan ekipy Steve’a Harrisa choć trochę powinienem interesować się wykonaniami utworów Żelaznej Dziewicy przez inne zespoły. Dość marudzenia. Ważne, że w końcu (choć przez przypadek) dowiedziałem się o istnieniu tego nietuzinkowego projektu.


środa, 8 lipca 2015

RECENZJA: Apocalyptica - "Shadowmaker" (2015)


Finów z Apocalyptiki na pewno większość z Was zna, a przynajmniej kojarzy z nazwy. W świecie muzycznym, gdzie trudno czymkolwiek zaskoczyć, gdzie wszystko zostało już wymyślone, panowie wpadli na pomysł, aby ubarwić metalowe utwory nietypowym instrumentem. Mianowicie wiolonczelami. I to m.in. zapewniło im międzynarodowy sukces. Po siedmiu studyjnych krążkach zdecydowali jednak zmienić coś w swojej muzyce.

czwartek, 2 lipca 2015

RECENZJA: Lindemann - "Skills in Pills" (2015)


Ostatnie lata to czas posuchy, jeśli popatrzymy na działalność Rammstein’a. Koncerty były, rocznicowa składanka też (i jeden nowy utwór, „Mein Land” przy okazji), ale już sześć lat czekamy na następcę dobrze przyjętego „Liebe ist fur alle da”, a na horyzoncie nic nie widać (podobno we wrześniu mają się w końcu spotkać w sali prób). Dobrze chociaż, że dwaj najważniejsi członkowie R+ nie próżnują i raczą nas swoimi muzycznymi propozycjami. W zeszłym roku drugi album, „Silent so Long”, pod szyldem Emigrate wydał gitarzysta Richard Krupse. Teraz w jego ślady podążył Till Lindemann razem z Peterem Tagtgrenem znanym z Pain i Hypocrisy.


czwartek, 25 czerwca 2015

RECENZJA: The Darkness - "Last of Our Kind" (2015)


The Darkness to jedno z najciekawszych zjawisk ostatnich kilkunastu lat. Być może łączenie przebojowości AC/DC z nietuzinkowym śpiewem a’la Queen do najbardziej odkrywczych nie należy, ale czuć było w tym świeże podejście, które wywołało poruszenie wśród dziennikarzy i słuchaczy (vide sukces „Permission to Land”). Niestety zniknęli tak szybko, jak weszli na szczyt muzycznej ekstraklasy. Pogrążyły ich – jak to niestety bywa w świecie rocka – narkotyki, które przejęły na tyle kontrolę, że nie dało się dalej funkcjonować i panowie zawiesili działalność. Nic jednak w przyrodzie nie ginie. W 2012 powrócili z nowym materiałem. Niezłym, ale patrząc z perspektywy dwóch poprzednich, nierównym, nie spełniającym do końca oczekiwań. Czy nowiutki „Last of Our Kind” pójdzie w jego ślady?


poniedziałek, 22 czerwca 2015

RECENZJA: Incubus - "Trust Fall (Side A)" (2015)


Trochę szkoda mi chłopaków z Incubus. Grają nietuzinkową muzykę. Mieszają funk, klasyczny rock z elektroniką, dokładają melodyjność i luz prosto z Kalifornii, ale nigdy tak naprawdę nie osiągnęli wielkiej popularności, chociażby jak Red Hot Chili Peppers czy Faith No More, z którymi są (lub byli w przeszłości) porównywani. Widać to dobrze w naszym kraju – pierwszy koncert zagrali dopiero kilkanaście dni temu na Orange Warsaw Festiwal, a publiczność zdecydowanie bardziej kojarzyła Bastille niż amerykanów, którzy działają w tym przemyśle od początku lat 90.


czwartek, 18 czerwca 2015

RECENZJA: Muse - "Drones" (2015)

Jeśli kiedyś będę miał za zadanie stworzyć listę najbardziej kontrowersyjnych zespołów na pewno znajdzie się na niej Muse i to na bardzo wysokim miejscu. Jedni kochają ich za wspaniałe melodie oraz gitarową wirtuozerię. Drudzy z kolei wytykają im nadmierny patos, który wylewa się z kompozycji. Prawda leży gdzieś pośrodku. Mimo, że należę do pierwszej grupy, niektóre utwory rzeczywiście są ciężko strawne nawet dla wytrwałego słuchacza. „Drones” w tej kwestii nic nie zmieni. Każdy pozostanie przy swoim zdaniu.


wtorek, 16 czerwca 2015

RECENZJA: "Duff McKagan. Sex, drugs & rock n' roll... i inne kłamstwa" (2015)


Legenda rocka to pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o Duffie McKaganie, jednym z najbardziej wpływowych basistów przełomu lat 80/90. On tego określenia akurat bardzo nie lubi (na samym końcu książki wyjaśnia dlaczego), ale inaczej się po prostu nie da. Grał w „najbardziej niebezpiecznym zespole świata”, czyli Guns N’Roses, ponadto udzielał się w dwóch supergrupach: Velvet Revolver i nieco zapomnianej Neurotic Outsiders, a teraz z kolei stoi na czele własnej kapeli Loaded. To wystarczające powody, aby powstała o nim książka. Przerobiliśmy już tomy o G’n’R, o dwóch „najważniejszych” (to dla każdego kwestia gustu) członkach, teraz otrzymujemy kapitalną pozycję na temat życia McKagana.